fbpx

Plac Honorowych Dawców Krwi - źródło Google Maps

Prasa o bezpieczeństwie na toruńskich skrzyżowaniach mówi za zwyczaj przy okazji jakiegoś spektakularnego wypadku z ofiarami śmiertelnymi. Od czasu do czasu też sporządzany jest ranking najniebezpieczniejszych toruńskich skrzyżowań. Przez lata czołówkę okupowały place Niepodległości, Hoffmanna, Skarbka, bp. Chrapka czy Honorowych Dawców Krwi, a także rondo Czadcy. Oczywiście w Toruniu takich miejsc jest o wiele więcej, jednakże wyżej wymienione należą do tych miejsc, w których ryzyko kolizji jest stosunkowo największe.Władze miasta wydają się dostrzegać problem i sukcesywnie, w miarę możliwości finansowych budżetu, likwidować zagrożenie.

Plac Hoffmanna, w ostatnich latach doczekał się gruntownej przebudowy (choć subiektywnie), poruszając się po nim nie odczuwam znaczącego wzrostu poziomu bezpieczeństwa. Na placu Skarbka drogowcy zmienili przy okazji otwarcia nowego mostu zmienili organizację. Plac bp. Chrapka ma już dokumentację, a plac Niepodległości zostanie przebudowany przy okazji budowy trasy staromostowej.

Z zestawienia, zostały więc dwa miejsca, które do dziś generowały niezły dochód dla laweciarzy i zakładów blacharskich. Plac Honorowych Dawców Krwi na toruńskim osiedlu Na Skarpie oraz Rondo Czadcy na Koniuchach. Zarówno w jednym jak i drugim przypadku wśród okolicznych mieszkańców znalazły się osoby, które postanowiły walczyć w magistracie o poprawę bezpieczeństwa na tych dwóch, jakże do siebie podobnych krzyżówkach. Oba place bowiem są skrzyżowaniami o ruchu okrężnym, których konstrukcja pozwala na pokonanie przynajmniej jednego kierunku (na wprost) bez z gazem do dechy, bez najmniejszego kręcenia kierownicą.

Problem Ronda Czadcy, z racji bardziej przedsiębiorczych mieszkańców, jest bardziej znany i nagłośniony w mediach. Pomimo, iż względem policyjnych statystyk, jest skrzyżowaniem względnie spokojnym (oficjalnie 7 kolizji w 2014r.), to jednak jeden z mieszkańców, fotografujący zdarzenia zakończone udziałem policji w rozmowie z Gazetą Wyborczą twierdzi, że takich zdarzeń uwiecznił dwukrotnie więcej. Problem musiał być na tyle poważny, że MZD postanowiło zmienić organizację ruchu poprzez strumieniowanie jego kierunków zmianą oznakowania poziomego. Był on jednak nie dość poważny na tyle by wprowadzić ograniczenia prędkości do 40 km/h. Efekt był taki, że w dniu zmiany organizacji na wstępie już doszło do dwóch stłuczek i aż strach tam jeździć przez czas niezbędny do zaadoptowania się kierowców do nowej organizacji ruchu.

Z Placem Honorowych Dawców Krwi jest podobnie. Nie dnia bez groźnej sytuacji, tygodnia, bez obcierki, miesiąca bez poważniejszego dzwonu. Organizacja w tym miejscu jest nawet może i  gorsza bo zamiast dwóch są cztery kierunki, które można przeciąć na pełnym gazie. Na dodatek, co jakiś czas zdarzają się osoby (i to na toruńskich numerach rejestracyjnych) postanawiające pokonać skrzyżowanie „pod prąd”. Tylko czekać, jak obok lawet rozlokowanych strategicznie na pobliskich parkingach, wolne miejsca (których i tak mało) zaczną zajmować karawany co bardziej przedsiębiorczych zakładów pogrzebowych.

W przeciwieństwie do rozmówcy gazety wyborczej nie jestem zwolennikiem nakładania zbędnych ograniczeń prędkości. Ich egzekwowanie bowiem w dobie aplikacji „wzajemnego ostrzegania” tak popularnych na telefonach komórkowych stanowi istną walkę z wiatrakami, podczas gdy na rynku funkcjonują rozwiązania o wiele skuteczniejsze. Na dodatek w całkowitym rozrachunku porównywalne czy nawet tańsze od stałej obecności „miśków z suszarkami w okolicy”

Inspiracją do tegoż rozwiązania była Trzebinia, prezentowana w ostatnich dniach w jednym z wieczornych serwisów informacyjnych. Władze tej miejscowości już w 2012r. zainwestowały bagatela nieco ponad 100 tys. zł w system elektronicznej poprawy bezpieczeństwa dyscyplinujący kierowców. Na czym polega ten fenomen? Otóż na newralgicznym odcinku drogi (skrzyżowaniu) stawia się urządzenie radarowe, mierzące prędkość kierujących połączone z tablicą świetlną (lub sygnalizatorem), które w przypadku stwierdzenia przekroczenia prędkości informują kierowcę stosownym komunikatem (lepsze rozpoznają tablice rejestracyjne) lub czerwonym światłem sygnalizatora.

Takie rozwiązanie spowalnia ułanów, prujących z bagnetami na czołgi, zapewniając normalny przepływ praworządnym obywatelom (o ile nie mają pecha i nie jadą z tego samego kierunku co pirat). Dodatkowo (krótki przegląd ofert) system można w łatwy sposób sprzęgnąć z rejestratorem przejazdu na czerwonym świetle (gdyby to rozwiązanie okazało się zbyt mało skuteczne), a nawet (co byłoby korzystne w przypadku placu Honorowych Dawców Krwi) z systemem nadającym priorytet pojazdom szynowym. Konkludując – i wilk byłby syty i owca cała.

Miasto nie dostrzega jednak takich nowinek. Stąd trzeba zadziałać inaczej. Do zakończenia naboru projektów w tegorocznym budżecie partycypacyjnym zostało zbyt mało czasu, jednakże na przyszły być może uda się przygotować porządną dokumentację. Osoby, które postrzegają podobnie opisywany problem proszę o kontakt, gdyż razem (i nie koniecznie tylko w opisywanych dwóch miejscach) możemy poprawić bezpieczeństwo drogowe w naszym mieście.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: