Tegoroczny Dzień Matki upłynął w niemal całym kraju pod znakiem protestów, których uczestnicy domagali się referendum w sprawie reformy oświaty. ZNP wraz z wieloma organizacjami, w tym także SLD, zebrało 910 tysięcy podpisów pod wnioskiem o jego przeprowadzenie. Rząd Prawa i Sprawiedliwości twierdzi, że to akt polityczny, sprowadzając cały konflikt do walki wyborczej i obrony gimnazjów (o nadszarpniętej reputacji) oraz tłumacząc, że reformy zatrzymać się nie da. Czy zatem referendum, skoro karty zostały już rozdane, ma sens?

Referendum w sprawie reformy oświaty.

Na początek przyznam się do tego, że jestem zwolennikiem likwidacji gimnazjów. Uważam, że reforma systemu oświaty z 1999 roku była eksperymentem, który się nie sprawdził. Mimo tego w miniony piątek byłem obecny na toruńskiej manifestacji. Wraz z niespełna ćwierćtysiącem osób domagałem się referendum. Paradoks? Niekoniecznie. Jeżeli będziemy patrzeć na reformę oświaty jako zamkniętą całość to faktycznie możemy odnieść wrażenie, że stara się ona likwidować narosłe przez lata patologie. Zwłaszcza te, o których od czasu do czasu słyszymy w mediach. Jednak gdy spojrzymy na całokształt dzisiejszej sytuacji, zauważymy, że rząd wprowadza zmiany, o których naród chce zdecydować w sposób bezpośredni. Determinować one będą przyszłość ich dzieci, wnuków na kolejne długie lata.

910 tysięcy podpisów, w skali 39 milionów Polaków, wydaje się garstką. Gdy spojrzymy jednak na liczbę uprawnionych do głosowania z garstki zrobi się 3%. Biorąc pod uwagę, że jedynie około połowa uprawnionych bierze czynny udział w wyborach mamy 6% faktycznie decydujących. To już odsetek z którym należy się liczyć. Milion głosów dodanych lub odebranych konkretnemu ugrupowaniu może wyraźnie zmienić układ sił na scenie politycznej. Zauważał to kandydat na Prezydenta Andrzej Duda, zauważała też kandydatka na przyszłą premier Beata Szydło. Dziś, gdy suweren od dane przedwyborcze słowo się upomina rządzący zasłaniają się setką wymówek.

Artykuł 4 pkt 2 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej mówi:

Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Gdy suweren, zwłaszcza w takiej liczbie, domaga się bezpośredniego sprawowania władzy, Rząd ma obowiązek mu to umożliwić. Nie trafiają do mnie argumenty, że reformy cofnąć się nie da. Prawo i Sprawiedliwość przeczy samemu sobie. Przywrócenie sześciolatkom miejsca w przedszkolach jest doskonałym tego przykładem.

Wszyscy, niezależnie od poglądu na reformę oświaty powinniśmy domagać się referendum. Zarówno jej przeciwnicy jak i zwolennicy, którzy ewentualnym zwycięstwem przy urnach pokażą, że naród tak chciał!

Poniżej krótka fotorelacja z piątkowego wydarzenia (zdjęcia własne).

 

 

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: