fbpx

anonymous-1332384_960_720 Źródło: Pixabay.com

<p style=”text-align: justify;”>Nazywamy ich różnie: trollami, prowokatorami czy fałszywkami. W internecie, wokół nas roi się od osób czerpiących niemal sadystyczną przyjemność z obrażania i wyśmiewania innych. Niestety często to my sami jesteśmy odpowiedzialni za wyhodowanie takiej istoty. Poniższy artykuł to poradnik jak nie dać się podejść lub co robić by utrudnić trollom działanie.

Jak rozpoznać trolla?

Pytanie to zadawano mi przez niemal dwie dekady mojego kontaktu z zawodem wielokrotnie. W czasach raczkowania Internetu w Polsce odpowiedź była stosunkowo prosta. Jednak wraz z upowszechnianiem się tego medium komunikacji znalezienie właściwej definicji robiło się coraz trudniejsze. Ostatnimi czasy by pokazać rozległość zjawiska posługuję się starą anegdotą rodem z Radia Erewań:

Słuchacze pytają: Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody?
Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach Dworca Warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.

Radio Erewań, będące w kulturze masowej synonimem źródła nierzetelnych informacji, było bowiem jedną z pierwszych form tego co dziś nazywamy Internetowym trollingiem. Wyśmiewanie, czy obrażanie innych, cały tak zwany hejt trzeba bardziej rozpatrywać w kategoriach braku kultury lub ewentualnie pomocniczych narzędzi którymi posługuje się troll w celu osiągnięcia konkretnego, zamierzonego efektu – manipulacji przekazu.

Czym żywi się troll?

Skoro mowa już o manipulacji, należałoby sobie zadać pytanie jaki cel chcą tą metodą osiągnąć? Choć w dyskredytowaniu czy poniżaniu osób czy pospolitym kłamstwie ciężko dopatrzyć się wspólnego mianownika to jednak odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta. Cel Internetowego trolla jest zawsze osobisty i jest zawsze jeden – postawić na swoim.

W przypadku drobnych konfliktów sprawa wydaje się błaha i niegroźna. Mądrzejszy ustąpi lub, co częstsze w męskim gronie, przejdzie od werbalizowanych argumentów na język migowy. Gorzej sprawa wygląda gdy manipulacji ulega przekaz ogólnospołeczny. W takim przypadku troll, lub częściej grupa, karmiony jest każdym komentarzem a sama dyskusja z merytorycznej przeradza się personalne docinki lub pomówienia.

Skalę problemu najlepiej pokazuje brytyjska komedia z 2009 roku „Było sobie kłamstwo”. W tamtej, filmowej rzeczywistości kłamstwo nie istnieje a ludzie wobec siebie są, do brutalności, szczerzy. Wszystko zmienia się w momencie gdy główny bohater odkrywa, że dzięki kłamstwu, a właściwie łatwowierności społeczeństwa, może osiągnąć znacznie więcej niż za pomocą prawdy.

Tak też dzieje się z nami w Internecie. Nasza, ludzka, natura sprawia, że co do zasady jesteśmy ufni. Dopiero niewerbalne sygnały płynące od naszego rozmówcy informują nas o zagrożeniu i wzmagają naszą czujność. Pozorna anonimowość Internetu, a przede wszystkim brak fizycznego kontaktu z rozmówcą sprawia, że sygnałów tych dociera do nas mniej, a przede wszystkim musimy ich szukać w otoczeniu rozmówcy.

Wspomniany deficyt sprawia, że kłamstwo, które z założenia ma krótkie nogi, w sieci żyje znacznie dłużej, a powtórzone wielokrotnie, zgodnie z teorią Goebbelsa, staje się prawdą. Dlatego też cyberprzestrzeń jest tak atrakcyjna propagandowo, a trollowanie staje się zawodem na miarę propagandzisty.

Jak wyhodować trolla?

Jak już na wstępie wspomniałem dość często do zjawiska trollingu sami, swoim zachowaniem, przykładamy rękę. Nasza niefrasobliwość w udostępnianiu różnego rodzaju informacji, czy zarządzanie kręgiem znajomych często dostarczają takim osobom amunicji. Sprawia także, że swoim wizerunkiem legendujemy takie osoby w kręgu naszych znajomych.

Sprawy nie ułatwiamy także gdy podczas dyskusji za wszelką cenę staramy się udowodnić nasze racje, lub obronić godność szkalowanej osoby. Długotrwała dyskusja, w najlepszym przypadku, daje takiej osobie wzrost poczucia wartości, czy popularności. Dodatkowym efektem takiego stanu rzeczy jest przedłużanie sieciowego życia krytykowanej informacji, która dzięki temu ma spore szanse dotrzeć, wraz z komentarzem, do odpowiednio większej ilości odbiorców. W najgorszym przypadku, może zakłócić przekaz innych, istotniejszych informacji, czy narazić nas na odpowiedzialność za słowa wypowiedziane w ferworze dyskusji.

Dyskutując z trollem, gdy trafimy na wytrawnego przeciwnika, może on w taki sposób pokierować dyskusją, że my sami, w ogólnym odbiorze zostaniemy postrzegani za takowego. Wówczas stracimy oręż jaki dysponujemy w walce z tą formą propagandy.

Prosimy nie karmić trolli!

Czy w ogóle można ustrzec się trollingu w sieci, czy też jest to walka z cyfrowymi wiatrakami? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zbyt dużo czynników determinuje to zjawisko. Niemniej stosując się do pewnych zasad mamy szanse zminimalizować ryzyko.

Po pierwsze. Internauta powinien być jak kierowca. Czujny, obserwujący otoczenie, stosujący zasadę ograniczonego zaufania do innych użytkowników. Nie oznacza to, że każdą osobę należy traktować jak internetowego trolla, nie należy jednak brać wszystkich informacji za pewnik.

Zasadę tą powinniśmy stosować już na etapie doboru naszych cyfrowych znajomych. Nawet tych, których znamy w prawdziwym życiu i co do których mamy już wyrobione zdanie. Nie wiemy bowiem czy aplikująca do naszego kręgu osoba jest tą, za którą się podaje. Wątpliwości wzbudzić powinien już pierwszy rzut oka na cyfrowy życiorys naszego kandydata. Profile o krótkim stażu, niewielkiej ilości własnych zdjęć powinny automatycznie wzbudzać naszą czujność. Podobnie niewielka ilość lub brak znajomych. Takie tożsamości powinny być z automatu weryfikowane, choćbyście znali się jak łyse konie.

Przy ocenie i weryfikacji nie należy też zbytnio sugerować się wspólnymi znajomościami, choć ich struktura ilościowa i jakościowa może nam w łatwy sposób podpowiedzieć czy mamy do czynienia z fałszywką. Taki audyt należy jednak zacząć od sporządzenia listy przyjaciół i wrogów by móc wychwycić ewentualne odchyły. Posiadanie w gronie znajomych śmiertelnego wroga często od razu pozwala wychwycić fałszywkę.

W zarządzaniu znajomymi również czas działa na naszą korzyść. Obserwując profil aplikanta przez kilka dni mamy dość czasu by wychwycić inne przesłanki świadczące o prawdziwości tożsamości naszego rozmówcy.

Podobnie należy postępować wobec osób, które kontaktują się z nami wyłącznie w cyberprzestrzeni. Wspólna dyskusja pod pierwszym lepszym postem, choćby nie wiadomo jak zgodna, nie powinna być automatycznym przyjęciem do kręgu znajomych. Co więcej ocena takiego profilu nie powinna polegać jedynie na pobieżnej weryfikacji udostępnianych treści. Warto pokusić się na ocenę polubień czy komentarzy. Obecność wśród nich osób o skrajnie różnych do naszych poglądów powinna wzmóc naszą czujność.

Skoro już mowa o dyskusji, to w zetknięciu się w niej z trollami, nie należy poddawać się emocjom. Chłodny ogląd sytuacji oszczędzi nam niepotrzebnej straty czasu i energii a kto wie może i nawet uda się nam strollować trolla.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: